Dawno temu, wieczór, lub lepki poranek
Byłem sam w domu, pamiętam że spałem
Jedyne co było otwarte to okno
nawet serce zamknąłem, przyznam nie chcąco
Wkradł się jak dym, pojawił w pokoju
Skórę miał czarną, jakby z popiołu
Zielone ślepia, dziwaczne kły
płaszcz jakby uszyty ze mgły
Buty tak jakby podkute ogniem
Cała przestrzeń wypełniła się smrodem
Wytrzymać nie mogłem, podniosłem powieki
Tamten widok zapamiętam na wieki
Czy się bałem? nie pamiętam szczerze
Dwoje miał rogów, jakoby wierze.
Nie był on zły, tylko przeklęty
powiedział mi jakie popełnił błędy
nie mogłem krzyczeć, ani nie słuchać
Radził by zawsze na zimne dmuchać
By zawsze wszystko sprawdzić dwa razy
By uśmiech zawsze zachować na twarzy
I by otworzyć oczy i drzwi
oraz serce gdzie dobro tkwi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz