Rozdział I
Szara rzeczywistość
Był chłodny burzowy wieczór. Edy
postanowił że ze względu na warunki pogodowe zatrzyma się w
najbliższej karczmie. Edy był złomiarzem, zajmował się
podążaniem za wojskami króla Marina które zmierzały na zachód.
Podążał za nimi by zbierać złom. Miecze, tarcze, strzały i
wszystko inne co mógłby sprzedać. Był to dość młody chłopak,
nie miał więcej niż trzydzieści lat. Przeciętnego wzrostu, miał
piwne oczy i czarne jak noc, krótko obcięte włosy.
Na ziemię zaczęły spadać już
pierwsze krople deszczu, a Edy zaczął tracić nadzieję że uda mu
się nie przemoknąć. Jednak po krótkiej chwili za drzew zobaczył
piętrowy budynek pokryty strzechą. „Karczma pod Bykiem”. Bez
chwili zastanowienia wprowadził konia i powóz do stojącej obok
stodoły a sam udał się do karczmy. Było to dość obskurne
miejsce, wokół unosił się zapach taniego alkoholu, ściany były
szare, tylko gdzieniegdzie ozdobione głowami dzików, jeleni,
starymi mieczami i herbami jakiś mało-znanych rodów. Sala była
zapełniona przez pijany tłum mężczyzn. Edy Podszedł do
karczmarki, miła to kobieta w średnim wieku, niezbyt urodziwa i
niezbyt miła
-Słucham?-powiedziała sucho.
-Zostawiłem w stodole konia i
powóz-powiedział cicho lecz pewnie
-Yhym.
-Będę mógł się przespać?
-To nie burdel-powiedziała zanosząc
się śmiechem
Edy'ego ten żatrt nie rozśmieszył i
przemilczał go.
Kobieta spojrzała na jego posępną
minę i powiedziała:
-Miejsc brak!
-zapłacę podwójnie-powiedział bez
chwili zastanowienia.
Karczmarka zamyśliła się przez
chwilę
-przygotuję Ci posłanie na strychu,
ale nie licz na wygody.
-Chętnie bym coś zjadł i się napił
-Jedyne co mamy to gulasz i piwo
Edy z grymasem wyciągną sakiewkę
pełną pełną złotych monet i dyskretnie wyciągną z nich kilka
błyszczących monet. Po czym usiadł przy jedynym wolnym stoliku w
ciemnym koncie sali. Nie musiał czekać na długo, w drewnianym
kuflu przyniesiono mu piwo a w misie gulasz. I jedno i drugie nie
zachwycało. Gulasz był stęchły, widać stary. A piwo było
strasznie gorzkie i kwaskowe. Z przymusem Edy zaczął się zajadać
ta potrawą i popijać ja jeszcze gorszym napojem.
Po jakimś czasie dosiadł się do
niego bez zapowiedzi starszy człowiek. Miał na sobie szary płaszcz,
głowię zasłaniał kapturem tak jakby się ukrywał, spod kaptura
widać było tylko jego wydłużony podbródek ozdobiony
kilkudniowym, siwym zarostem.
-Czy mogę się dosiać?-Zapytał,
chyba jako jedyny prócz edy'ego i karczmarki był trzeźwy z całego
towarzystwa. Edy nawet ucieszył się że znalazł kogoś z kim może
porozmawiać bez upajania się tym czym co tam nazywali piwem.
-Proszę
-Widziałem że masz sporo złomu ze
sobą
-To nie jest taki złom-odpowiedział z
urażoną dumą.
-Tak? A skąd go masz-powiedział
staruszek ze szczyptą ironii.
-Znajduję go.
-Haha-zaśmiał się cicho- Czyli
jesteś Złomiarzem, zbierasz złom
-Wolę się nazywać poszukiwaczem
przydatnych rzeczy...
-To i tak nie zbyt szlachetna nazwa. Da
się z tego wyżyć?
-To zależy-odpowiedział Edy, sam nie
wiedział czemu tak chętnie rozmawiał z tym człowiekiem- Ostatnio
nie ma żadnych bitew. Wojska Króla tylko patrolują. W okolicy nie
ma nawet jednego Mazaryjczyka. Pamiętam-ciągnął dalej- jeszcze
parę miesięcy temu spotkały się oddziały patrolujące
mazaryjczyków i rotów. Niby oba odziały były niewielkie ale
powybyjały się prawie co do nogi. Łupy zbierało się jak grzyby
po deszczu.
-Nie martw się, na pewno za jakiś
czas znów się wzbogacisz. Czemu zostałeś się złomiarzem?
Edy poczuł się urażony że starzec
znów użył tego określenia, jednak tym razem to zignorował.
-Mój ojciec też zbierał złom.
Nauczył mnie fachu.
-Nie żyje?
-Zmarł na gangrenę dwa lata temu.
-A matka?
-Nie pamiętam jej ojciec nie chciał o
niej mówić. Ponoć zabrał mnie od niej od kąt tylko nauczyłem
się chodzić.
-Przykro mi.
-Czemu? Przecież jej nie pamiętam,
może była złą kobietą?
-No może.
Edy sięgnął ręką do kufla z piwem,
jednak starzec złapał go za rękę.
-Przestań! Nie mogę patrzeć jak
pijesz te siki.
Wsadził rękę za płaszcz i spod
pazuchy wyciągnął bardzo ładną szklaną butelkę, postawił ją
na stole rozglądając się tak jakby wyciągną na stół kryształ.
-Spróbuj tego.
-Co to?
-Nie trucizna-powiedział z
uśmiechem-Pij!
„Chyba nawet trucizna byłaby lepsza
niż to piwo” pomyślał, sięgną po butelkę i wypił jeden łyk
-Wino!-Stwierdził Edy.
-Prada że dobre?- Staruszek wyglądał
na bardzo podekscytowanego.
-No dobre
Staruszek nie zauważył że u Edy'ego
nie wzbudza to takiej samej ekscytacji.
-pochodzi z Boraryfu, to daleko na
wschód stąd. Na czym jak na czym ale na winie to się znają.
Staruszek wziął butelkę i powoli
wypił trochę, delektując się.
-Masz miecz na sprzedasz?- Zapytał bez
ogródek staruszek.
Trochę to zakłopotało Edy'ego
-mam i to nawet nie jeden. Ale na
wozie.
-domyślam się. Chodźmy, dobrze?
Wstali obaj od stołu i wyszli.
Staruszek ruszał się żwawo, szedł
bardziej wyprostowany niż nie jeden młody, widać było że ma dożo
werwy. Na dworze dalej padał deszcz. Kiedy weszli do stodoły Edy
zaczął szukać czegoś na swym wozie. Po chwili wyciągną miecz,
całkiem zwyczajny, nie zdobiony, nie za długi, nie za krótki,
Zwykły miecz. Starzec wziął go do ręki, przyjrzał mu się
uważnie, i wykonał kilka profesjonalnych wymachów. Edy zdziwił
się że taki staruszek wie jak dobrze posługiwać się bronią.
Po chwili starzec dostrzegł na wozie
jeszcze jeden miecz. Wyciągną go i mu się uważnie przyjrzał. Ten
był zupełnie inny, wykonany z najlepszej stali w górach
krasnoludów, z bogato zdobioną rękojeścią, miecz najwyższej
klasy. Edy kiedy szybko wyrwał miecz z rąk starca.
-Ten nie jest na sprzedaż.
-I tak mnie na niego nie stać, Ile za
ten-powiedział wskazując na „zwykły miecz”
-30 sztuk złota i jest twój
Staruszek wyją sakwę i zaczął
liczyć.
-Mam tylko 15 sztuk złota i 60
srebra-Powiedział zrezygnowanym tonem.
Edy zamyślił się przez chwilę,
chyba zrobiło mu się żal staruszka.
-Dobra-powiedział zdecydowany-daj mi
10 złota i go bierz
Staruszek bardzo się ucieszył, już
chciał nawet przytulić chłopaka kiedy nagle oboje usłyszeli krzyk
karczmarki.
Wybiegi ze stajni natychmiast i
wybiegi do karczmy. Obraz który tam zastali przeszedł ich
najśmielsze oczekiwania. Wszyscy już byli martwi, wszędzie leżały
porozrywane ciała. Ściana która jeszcze parę minut temu była
szara teraz była ozdobiona szkarłatem. Nad zwłokami ludzi stały
dziwne istoty, Wyglądały jak szare bardzo pomarszczone i dziwnie
garbiące się dzieci. Miały czarne oczy a ich dłonie były
zakończone ostrymi i długimi pazurami. Edy patrzył z
niedowierzaniem na te dziwne stwory.
-Co tu się kurwa dzieje?!
W tej chwili jeden z nich zaczął
dziwnie biec w ich kierunku. Skoczył i nabił się na ostrze
trzymane przez starca.
-Uciekamy-powiedział staruszek
Edy szybko wykonał jego polecenie,
kolejne dwa rzuciły się w pogoń. Jeden Zatrzymał się z uciętą
głową. Kolejny biegł za Edy'm. Skoczył na jego plecy przewracając
go i drapiąc. Starzec podniósł lewą dłoń do góry i
wypowiedział coś pod nosem. Z jego dłoni wystrzelił fioletowa
kula światła która uderzyła w dziwną szara istotę strącając
ją. Starzec podszedł i podniósł Edy'ego.
-Szybko zanim tamci skończą jeść!
Oboje pobiegli w las.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz