sobota, 25 lipca 2015

Złomiarz-pierwsze starcie

To nie jest wiersz. To takie opowiadanie.
Rozdział I
Szara rzeczywistość
 Był chłodny burzowy wieczór. Edy postanowił że ze względu na warunki pogodowe zatrzyma się w najbliższej karczmie. Edy był złomiarzem, zajmował się podążaniem za wojskami króla Marina które zmierzały na zachód. Podążał za nimi by zbierać złom. Miecze, tarcze, strzały i wszystko inne co mógłby sprzedać. Był to dość młody chłopak, nie miał więcej niż trzydzieści lat. Przeciętnego wzrostu, miał piwne oczy i czarne jak noc, krótko obcięte włosy.
Na ziemię zaczęły spadać już pierwsze krople deszczu, a Edy zaczął tracić nadzieję że uda mu się nie przemoknąć. Jednak po krótkiej chwili za drzew zobaczył piętrowy budynek pokryty strzechą. „Karczma pod Bykiem”. Bez chwili zastanowienia wprowadził konia i powóz do stojącej obok stodoły a sam udał się do karczmy. Było to dość obskurne miejsce, wokół unosił się zapach taniego alkoholu, ściany były szare, tylko gdzieniegdzie ozdobione głowami dzików, jeleni, starymi mieczami i herbami jakiś mało-znanych rodów. Sala była zapełniona przez pijany tłum mężczyzn. Edy Podszedł do karczmarki, miła to kobieta w średnim wieku, niezbyt urodziwa i niezbyt miła
-Słucham?-powiedziała sucho.
-Zostawiłem w stodole konia i powóz-powiedział cicho lecz pewnie
-Yhym.
-Będę mógł się przespać?
-To nie burdel-powiedziała zanosząc się śmiechem
Edy'ego ten żatrt nie rozśmieszył i przemilczał go.
Kobieta spojrzała na jego posępną minę i powiedziała:
-Miejsc brak!
-zapłacę podwójnie-powiedział bez chwili zastanowienia.
Karczmarka zamyśliła się przez chwilę
-przygotuję Ci posłanie na strychu, ale nie licz na wygody.
-Chętnie bym coś zjadł i się napił
-Jedyne co mamy to gulasz i piwo
Edy z grymasem wyciągną sakiewkę pełną pełną złotych monet i dyskretnie wyciągną z nich kilka błyszczących monet. Po czym usiadł przy jedynym wolnym stoliku w ciemnym koncie sali. Nie musiał czekać na długo, w drewnianym kuflu przyniesiono mu piwo a w misie gulasz. I jedno i drugie nie zachwycało. Gulasz był stęchły, widać stary. A piwo było strasznie gorzkie i kwaskowe. Z przymusem Edy zaczął się zajadać ta potrawą i popijać ja jeszcze gorszym napojem.
Po jakimś czasie dosiadł się do niego bez zapowiedzi starszy człowiek. Miał na sobie szary płaszcz, głowię zasłaniał kapturem tak jakby się ukrywał, spod kaptura widać było tylko jego wydłużony podbródek ozdobiony kilkudniowym, siwym zarostem.
-Czy mogę się dosiać?-Zapytał, chyba jako jedyny prócz edy'ego i karczmarki był trzeźwy z całego towarzystwa. Edy nawet ucieszył się że znalazł kogoś z kim może porozmawiać bez upajania się tym czym co tam nazywali piwem.
-Proszę
-Widziałem że masz sporo złomu ze sobą
-To nie jest taki złom-odpowiedział z urażoną dumą.
-Tak? A skąd go masz-powiedział staruszek ze szczyptą ironii.
-Znajduję go.
-Haha-zaśmiał się cicho- Czyli jesteś Złomiarzem, zbierasz złom
-Wolę się nazywać poszukiwaczem przydatnych rzeczy...
-To i tak nie zbyt szlachetna nazwa. Da się z tego wyżyć?
-To zależy-odpowiedział Edy, sam nie wiedział czemu tak chętnie rozmawiał z tym człowiekiem- Ostatnio nie ma żadnych bitew. Wojska Króla tylko patrolują. W okolicy nie ma nawet jednego Mazaryjczyka. Pamiętam-ciągnął dalej- jeszcze parę miesięcy temu spotkały się oddziały patrolujące mazaryjczyków i rotów. Niby oba odziały były niewielkie ale powybyjały się prawie co do nogi. Łupy zbierało się jak grzyby po deszczu.
-Nie martw się, na pewno za jakiś czas znów się wzbogacisz. Czemu zostałeś się złomiarzem?
Edy poczuł się urażony że starzec znów użył tego określenia, jednak tym razem to zignorował.
-Mój ojciec też zbierał złom. Nauczył mnie fachu.
-Nie żyje?
-Zmarł na gangrenę dwa lata temu.
-A matka?
-Nie pamiętam jej ojciec nie chciał o niej mówić. Ponoć zabrał mnie od niej od kąt tylko nauczyłem się chodzić.
-Przykro mi.
-Czemu? Przecież jej nie pamiętam, może była złą kobietą?
-No może.
Edy sięgnął ręką do kufla z piwem, jednak starzec złapał go za rękę.
-Przestań! Nie mogę patrzeć jak pijesz te siki.
Wsadził rękę za płaszcz i spod pazuchy wyciągnął bardzo ładną szklaną butelkę, postawił ją na stole rozglądając się tak jakby wyciągną na stół kryształ.
-Spróbuj tego.
-Co to?
-Nie trucizna-powiedział z uśmiechem-Pij!
„Chyba nawet trucizna byłaby lepsza niż to piwo” pomyślał, sięgną po butelkę i wypił jeden łyk
-Wino!-Stwierdził Edy.
-Prada że dobre?- Staruszek wyglądał na bardzo podekscytowanego.
-No dobre
Staruszek nie zauważył że u Edy'ego nie wzbudza to takiej samej ekscytacji.
-pochodzi z Boraryfu, to daleko na wschód stąd. Na czym jak na czym ale na winie to się znają.
Staruszek wziął butelkę i powoli wypił trochę, delektując się.
-Masz miecz na sprzedasz?- Zapytał bez ogródek staruszek.
Trochę to zakłopotało Edy'ego
-mam i to nawet nie jeden. Ale na wozie.
-domyślam się. Chodźmy, dobrze?
Wstali obaj od stołu i wyszli.
Staruszek ruszał się żwawo, szedł bardziej wyprostowany niż nie jeden młody, widać było że ma dożo werwy. Na dworze dalej padał deszcz. Kiedy weszli do stodoły Edy zaczął szukać czegoś na swym wozie. Po chwili wyciągną miecz, całkiem zwyczajny, nie zdobiony, nie za długi, nie za krótki, Zwykły miecz. Starzec wziął go do ręki, przyjrzał mu się uważnie, i wykonał kilka profesjonalnych wymachów. Edy zdziwił się że taki staruszek wie jak dobrze posługiwać się bronią.
Po chwili starzec dostrzegł na wozie jeszcze jeden miecz. Wyciągną go i mu się uważnie przyjrzał. Ten był zupełnie inny, wykonany z najlepszej stali w górach krasnoludów, z bogato zdobioną rękojeścią, miecz najwyższej klasy. Edy kiedy szybko wyrwał miecz z rąk starca.
-Ten nie jest na sprzedaż.
-I tak mnie na niego nie stać, Ile za ten-powiedział wskazując na „zwykły miecz”
-30 sztuk złota i jest twój
Staruszek wyją sakwę i zaczął liczyć.
-Mam tylko 15 sztuk złota i 60 srebra-Powiedział zrezygnowanym tonem.
Edy zamyślił się przez chwilę, chyba zrobiło mu się żal staruszka.
-Dobra-powiedział zdecydowany-daj mi 10 złota i go bierz
Staruszek bardzo się ucieszył, już chciał nawet przytulić chłopaka kiedy nagle oboje usłyszeli krzyk karczmarki.
Wybiegi ze stajni natychmiast i wybiegi do karczmy. Obraz który tam zastali przeszedł ich najśmielsze oczekiwania. Wszyscy już byli martwi, wszędzie leżały porozrywane ciała. Ściana która jeszcze parę minut temu była szara teraz była ozdobiona szkarłatem. Nad zwłokami ludzi stały dziwne istoty, Wyglądały jak szare bardzo pomarszczone i dziwnie garbiące się dzieci. Miały czarne oczy a ich dłonie były zakończone ostrymi i długimi pazurami. Edy patrzył z niedowierzaniem na te dziwne stwory.
-Co tu się kurwa dzieje?!
W tej chwili jeden z nich zaczął dziwnie biec w ich kierunku. Skoczył i nabił się na ostrze trzymane przez starca.
-Uciekamy-powiedział staruszek
Edy szybko wykonał jego polecenie, kolejne dwa rzuciły się w pogoń. Jeden Zatrzymał się z uciętą głową. Kolejny biegł za Edy'm. Skoczył na jego plecy przewracając go i drapiąc. Starzec podniósł lewą dłoń do góry i wypowiedział coś pod nosem. Z jego dłoni wystrzelił fioletowa kula światła która uderzyła w dziwną szara istotę strącając ją. Starzec podszedł i podniósł Edy'ego.
-Szybko zanim tamci skończą jeść!

Oboje pobiegli w las.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz