sobota, 19 grudnia 2015

Najlepsze są spontany.

 Jestem z natury człowiekiem nie tyle lubiącym, co dobrze czującym się w rutynie. Żyję na pamięć, każdy dzień mam opanowany do perfekcji. Jednak nagle zachciałem czegoś więcej. Nagłej zmiany, nie wiem skąd ta chęć do zmiany się u mnie wzięła. Zawsze marzyłem zrobić coś szalonego, np. skoczyć ze spadochronem... No niestety moja sytuacja majątkowa na to nie pozwalała. No ale czemu by nie wyjechać gdzieś na parę dni, pomyślałem. Może zakopane. Pewnego wieczoru pisałem o moim pomyśle z dobrą przyjaciółką z którą pisałem niemal co dzień. Nim się zorientowałem moje plany i żarty zamieniły się w całkiem realny plan podróży która miała się odbyć nazajutrz. Okazało się że moja przyjaciółka jest chętna jechać ze mną. Co było dość dziwne bo Ona nigdy nie ma czasu nawet na zwykłą kawę. Co prawda mógłbym pojechać z kolegami, ale ten wypad zaraz zamieniłby się w alkoholową libację, a tego wyjątkowo nie chciałem, chciałem inności. Zresztą wszyscy w ogóle wydawali mi się puści, niczym postacie w grach, niby mają historie, cechy, rodziny ale jakoś, nie wydawali mi się ludźmi.
Wszystko działo się tak niespodziewanie. Podobno spontany są najlepsze. W sumie dobrze bo ominął mnie czas tak zwany „nie mogę się doczekać”. Pozostała kwestia urlopu w pracy... Na szczęście mój szef to człowiek który za 20 zł nie da Ci kopa, ale za flaszkę staję się twoim przyjacielem, więc urlop załatwiłem od ręki. Nowy dzień nadszedł szybko, a ja równie szybko się spakowałem i pojechałem po moją koleżankę. Moje auto swoje już przeżyło, ale i tak słynęło ze swojej niezawodności. Przyjechałem po moją przyjaciółkę która już czekała na mnie z walizką o wiele większą od mojej. Zwróciłem jej uwagę że to tylko kilka dni. Ale ona to zignorowała. Agnieszka była bardzo ładną dziewczyną. Pomimo tego że miała już 18 lat ani jej wygląd, ani styl bycia na to nie wskazywał. Bardziej przypominała dziewczynkę. Dziewczynkę na swój sposób dojrzałą, ale jednak dziewczynkę która bardzo lubiła się śmiać. Droga bardzo szybko nam zleciała, dużo rozmawialiśmy i śmialiśmy się. To niesowite ile ta dziewczyna miała wtedy do powiedzenia, a i ja dotrzymywałem jej w tym kroku. Kiedy tam dojechaliśmy było już ciemno więc wszelakie turystyczne zabawy zostały przełożone na następny dzień. Teraz trzeba było znaleźć nocleg. Był to spontan więc nawet nie było czasu czegoś zarezerwować. Jednak udało się nam uniknąć spania w samochodzie. Znaleźliśmy mały pensjonat. „Pod różą”. Albo to był żart, albo świetny chwyt marketingowy. Był bardzo mały, nie zbyt luksusowy. Bardziej niż pensjonat, to było to schronisko w mały domku, z jedną łazienką i kilkoma pokojami. Kiedy weszliśmy tam, okazało się że nie ma tam innych gości. Obsłużyła nas miła starsza kobieta, która każde z nas zaprowadziła do innego pokoju. W tamtej właśnie chwili myślałem sobie, że żałuję tego iż jesteśmy tam sami. Może okazało by się że jest tylko jeden pokój, w którym oboje musimy zamieszkać?
Agnieszka była krótko ściętą blondynką, nie wysoką, szczupłą. I oczach, ochach które hipnotyzowały, w których można utonąć. Niebieskie jak niebo. Agnieszki nie trzeba było poznawać, wystarczyło jej spojrzeć w oczy by wiedzieć o niej niemal wszystko, z wyjątkiem peselu, daty urodzenia i numeru telefonu.
Pamiętam że mój pokój był przytulny, ale nie zbyt wyszukany, zwykłe cztery ściany, parę mebli i łóżko. Pamiętam również że byłem bardzo zmęczony podróżą. Nie lubię prowadzić samochodu, nie wiem czemu, po prostu tak mam że mnie to męczy. Szybko więc postanowiłem wziąć prysznic. Zabrałem niezbędne mi rzeczy i poszedłem do wspólnej łazienki całego pensjonatu. Nie znoszę korzystać z obcych łazienek. Mam tak chyba przez, tą wcześniej wspomnianą rutynę. Swoją łazienkę znałem na tyle dobrze że mogłem z niej korzystać z zamkniętymi oczami, a i tak nie było szans bym pomylił żel do kąpieli z szamponem. Czułem się w niej nieswojo więc kąpiel była wyjątkowo szybka. Wyszedłem spod prysznica i zacząłem się wycierać i w tej chwili drzwi otworzyły się. A w nich stała Agata. Zobaczyła mnie takiego jak Mnie Bóg stworzył. Przez ułamek sekundy patrzyła się z otwartymi ustami. Byłem lekko speszony całą tą sytuacją, ale mimo to pojawił się na mojej twarzy ten wredny uśmieszek cwaniaczka, uśmiech którego tak nienawidzę ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie siebie samego bez niego. Moja przyjaciółka też się speszyła, to było widać na jej twarzy, szybko przeprosiła i wyszła. Przez chwilę zastanawiałem się na tą niezręczną sytuacją. Ale uznałem że nie ma co o niej wspominać, trudno stało się. Kiedy wyszedłem z łazienki minąłem się z nią. Powiedziałem jej że wpadnę jeszcze do niej. To był dobry pomysł. Uznałem że skoro przyjechaliśmy razem to przykrym by było od razu iść spać. Posiedziałem w swoim malutkim pokoiku, ubrałem się w krótkie spodenki i koszulkę w której zresztą zamierzałem spać. Poszedłem po schodach i do końca wąskiego korytarza, do jej pokoju. Wyglądało to tak jakby jej pokój był na przeciwnym końcu budynku, tak jakby właścicielka chciała zapobiec moim nocy wędrówką, niczym wychowawczynie na koloniach. Przecież byłem dorosły.
Kiedy otwarłem drzwi zobaczyłem Agnieszkę siedzącą na łóżku i czeszącą swoje złote włosy. Była ubrana mniej więcej tak jak ja. A ponadto wyraźnie było widać że nie założyła stanika. Trudno mi było oderwać oczy od oczu postaci wymalowanej na jej koszulce. Tylko jej własne oczy były piękniejsze. Pokój miała niemal identyczny jak mój. Usiadłem obok niej i zaczęliśmy znowu rozmawiać. Zdumiewającym było to że pomimo całodziennej rozmowy, dalej mieliśmy wiele tematów do omówienia. Śmialiśmy się, rozmawiali o nas i o naszych sprawach, zasypywałem ją toną kawałów, mniej lub bardziej śmiesznych. Nie wiem czy zawsze ją śmieszyły ale za każdym razem się śmiała. Lubię opowiadać żarty, znam ich bardzo dużo. Za czasów kiedy chodziłem do szkoły żałowałem że nauka nie wchodzi mi do głowy tak jak kawały i śmieszne historie. Siedzieliśmy blisko siebie. Nawet nie zorientowałem się kiedy nasze usta starły się w namiętnym pocałunku. Nie mam zielonego pojęcia jak to się stało i kiedy, nie wiem nawet kto to zainicjował. To było bardzo dziwne, i nad wyraz przyjemne, miała takie delikatne usta. Nie sądziłem że dostanę coś więcej, dopóki nie poczułem jej dłoni wokół pasa podnoszące moją koszulkę od góry. Nie opierałem się, nie byłem nawet w stanie, nawet nie chciałem być w stanie się jej oprzeć i bez najmniejszych oporów i problemów pozbawiła mnie koszulki. Po chwili jej dłonie były na mojej twarzy i głaskały jednodniowy zarost który planowałem dopiero zgolić rano. Moje porządnie rosło. Czułem jak „tam” zbiera mi się krew. Moje rączki poleciały prosto do piersi. Czułem je dokładnie przez koszulkę. Tani materiał który zacząłem nienawidzić, ale jednocześnie byłem wdzięczny za to że tak ożywia moją wyobraźnie. Była chyba jeszcze nie pewna, więc chwyciłem jej dłoń i nakierowałem ją na „coś” twardego w moich spodniach. Po chwili sama sobie poradziła i wyciągnęła go i zaczęła masować. Nasz pocałunek już trwał jakiś czas. Chwyciłem ją mocniej i położyłem się, Ją przyciągając w taki sposób że teraz na mnie siedziała w rozkroku. Usiadła na „nim” i zaczęła rytmicznie poruszać się przód-tył. Dokładnie czułek każdy jej ruch. Usłyszałem jak przyspiesza jej oddech, uwielbiam kiedy kobieta wydaje takie dźwięki, kocham to. W takich sytuacjach mój słuch wyostrza się do tego stopnia że mógłbym konkurować z nie jednym nietoperzem. Pomogłem jej zdjąć koszulkę a moim oczom ukazały się dwie jędrne piersi. Schyliła się by móc mnie pocałować a ja w tym czasie pieściłem jej piękny kształtny tyłeczek. Czułem dokładnie kiedy jej sutki dotykały mojego ciała. Bardzo to lubię i byłem w tamtej chwili na to wyjątkowo wyczulony. Jej jęki ciągle zyskiwały na sile. Po chwili szybkim ruchem zrzuciłem ją z siebie. Klęknąłem przy krawędzi łóżka i szybkim ruchem zdarłem z niej spodenki i czarne koronkowe majteczki. Rozszerzyła nóżki, nie stawiała oporu. Na początku bardzo powoli bawiłem się jej łechtaczką, bez problemu znalazłem ten „guziczek” i pieściłem go. Bardzo powoli. A jej muszelka stawała się co raz bardziej mokra, a jęki i oddech co raz głośniejsze. Wstałem na chwilę, pocałowałem ją w usta a potem wędrowałem przez szyję aż do piersi. Pieściłem jej twarde i różowe sutki. Po chwili znów ruszyłem przez brzuch aż do „centrum kobiecości”. Zawsze słyszałem że mam długi język, i teraz to się przydało bo gdy zacząłem się nim bawić jej reakcja była niesamowita. Chyba swoimi ruchami trafiałem w dziesiątki. Jednak po chwili język zaczął mnie już boleć więc złożyłem ostatni pocałunek, ściągnąłem spodenki i wszedłem w nią. Na początku moje ruchy były bardzo wolne ale powoli rozpędzały się niczym lokomotywa. Po chwili po czułem fale orgazmu której już nie byłem w stanie powstrzymać. Jednak widziałem w jej oczach że ona też już doszła. Czułem to.
Kiedy po wszystkim leżałem obok niej zapytałem jej czy to planowała. Wiecie co mi odpowiedziała? Że spontany są najlepsze.
W kolejnych dniach naszego wyjazdu robiliśmy to jeszcze wiele razy. Każdy był na swój sposób lepszy, ale ten pierwszy wspominam najlepiej.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz