wtorek, 21 marca 2017

Śmierć w zimie

Stał tam, na betonowym peronie
wyjątkowo sam, włożył do kieszeni dłonie
spojrzał na mnie, spojrzenie miał z lodu
lecz musiałam spróbować pomimo chłodu
Pierwszy krok niby lekki, kolejny co raz cięższy
serce mi waliło do tej pory mnie męczy
Kiedyś bym biegła, byle by szybciej skrócić chwile
nigdy nie sądziłam że tak się pomylę
jeden krok do nienawiści, kto nienawidzi?
minęłam czwartą szynę, już wiem że mnie widzi
odwrócił wzrok, zrobiło się cieplej 
ale me serce okalały ciernie
człowiek który dawał tyle mi miłości
teraz spojrzeniem gotów mnie zamrozić.
Zaczepiłam go, prawie żałuję 
poczułam jak lód gardło mi sznuruje.
Zaczęłam lecz musiałam to skończyć
Czy te dwa serca da się rozłączyć
Patrzyłam mu w oczy, szukałam przeszłości
nic tam nie było, pusta co w sercu gości
spojrzenie niegdyś tak ciepłe straszyło bielą
rumiany polik stał się bladą cerą.
Szukałam go w środku, nie mrugał
Czy on naprawdę umarł?
Coś mówił o potworze i zabijaniu
a ja szukałam jego resztek w przemijaniu.
To prawa, nie było go w środku
zniszczył w zemście resztkę przylądku
było za zimno, co ja uczyniłam?
Wybacz mi świecie, to ja go zabiłam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz