sobota, 7 grudnia 2019

Poświęcenie (krótkie opowiadanie)

Łkała... Czuła jak łzy żłobią jej twarz wytyczając nowe biegi rzek. Choć teraz jej policzki wyglądały bardziej niczym przyrzeczna łąka wczesną wiosną. W głowie szalała burza myśli z której ciężko było wyłowić choć jedną logiczną całość. Anastazja leżała na tapczanie z podkulonymi nogami. Oddech łapała z takim trudem, iż wyglądała jak ryba wyrzucona na brzeg. Próbowała zrozumieć wszystko co wydarzyło się ostatnimi czasy lecz bezskutecznie. Jedyną jasną i klarowną wiadomością była ta, że mogła go uratować, bez trudu. Gdyby jej tylko powiedział...

Na sali szpitalnej leżał młody chłopak. Był w śpiączce. Dość zadbany. Krótko obcięte włosy, ogolony. Ale blady, ciężko oddychał. Obok niego czuwała równie młoda dziewczyna. Atrakcyjna o szczupłej sylwetce, długich czarnych włosach i brązowych oczach. Anastazja próbowała ułożyć sobie w głowie to co wydarzyło się dwie niecałe godziny temu. Choć wie, co widziała, zdrowy rozsądek nie pozwalał jej w to uwierzyć.
Wracała z pracy. Dziś skończyła ją późno. Udała się prosto do domu ścieżką którą tak często chodziła. Zawsze w nocy się jej bała, ponieważ nie była oświetlona, co sprzyjało pojawianiu się tam typów spad ciemnej gwiazdy. Jak dotąd miała szczęście. Jednak Dziś spotkała tam kogoś dziwnego. Dreszcze przechodził ją na wspomnienie tego człowieka. Miał na sobie czarny płaszcz, czarne włosy, nawet oczy miał czarne. Zaszedł jej drogę, a kiedy próbowała uciekać jakby jakaś niewidzialna siła złapała ją i unieruchomiła. Serce zaczęło walić jej jak młotem. Chciała krzyczeć ale nagle stała się niema.
-Ciiii. Spokojnie ptaszyno-Głos napastnika był zimny niczym lód, choć silił się na bycie przyjaznym.- Muszę tylko coś Ci zabrać i sobie pójdę.
Nagle poczuła że coś jest z niej wysysane. Coś, czego nie miała świadomości że posiada. Jakby zabierano jej część ciała o której istnieniu nie miała pojęcia. Zaczynała słabnąć. Świat ruszył z miejsca i zaczął wirować. Straciła siły, nie mogła już nawet stawiać oporu, a wszystkie odgłosy stały się głuche. Niespodziewanie upadła na ziemię. Siła która ją trzymała zniknęła niczym płomyk dmuchniętej świecy. Była przekonana że jej oprawca zabrał co chciał, i zamierzał odejść. Lecz tak naprawdę ktoś go powstrzymał. Przez ogólne oszołomienie docierały do niej tylko urywki ich rozmowy. Jej wybawiciela i oprawcy.
-Zejdź mi z oczu
-Zostaw...
-Starczy...
-... Dobrze wiesz że...
Dopiero po chwili skojarzyła skąd zna ten drugi głos. Głos który zawsze wydawał się jej ciepły i opiekuńczy. Będący uosobieniem zaufania i bezpieczeństwa. Aż do czasu...
Z trudem spojrzała w kierunku z którego dochodziła rozmowa. Lecz ta się już skończyła. Zamiast tego ujrzała coś co przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Teraz pamiętała z tego tylko urywki. Jej chłopaka poruszającego się niczym wiatr. Niebieskie rozbłyski. Czarną mgłę. Słyszała szczek żelaza niczym w kuźni. Słowa których nie zna i krzyki. Kilka przekleństw tak charakterystycznych dla jej chłopaka. Nie potrafiła określić jak długo to trwało. Ale kiedy się skończyło ten zły zniknął, A jej chłopak leżał nieprzytomny na trawie.
Nie wiedziała co powiedzieć lekarzom, więc powiedziała że zemdlał. Teraz siedziała i próbowała sobie przypomnieć szczegóły. Lecz jej starania spełzły na niczym. Zaczęła ją natomiast zastanawiać inna rzecz. Mianowicie jej chłopak zmienił się. I to bardzo. Nie widziała go dwa tygodnie ponieważ się bardzo popsuło między nimi. Jednak człowiek nie mógł się zmienić tak przez dwa tygodnie. Przede wszystkim schudł. I to dobre 20 kilo. Twarz z okrągłej stała się wąska i przystojna. Również brzuch miał całkiem płaski. Choć wcześniej posiadał dość pokaźny mięsień piwny. Zmienił się również jego zarost. Choć dwa tygodnie temu jego twarz pokrywał bardzo rzadki zarost, to teraz stał się on twardy i gęsty. Bez problemu mógłby zapuścić przystojną brodę. O ile stratę wagi można wyjaśnić, tym że po rozstaniu się załamał i może przestał jeść, tak zarost był nie do wytłumaczenia. Ponadto dostrzegła że na piersi, szyi i za uchem ma stare blizny. Czy to na pewno był jej chłopak?
Pogładziła go delikatnie po twarzy, wtedy on otworzył oczy, momentalnie jego mięśnie się napięły, a wzrok miał niczym polujący zwierz. Nim Anastazja odskoczyła od niego, on ogarnął wzrokiem całą sale i zrozumiał sytuacje.
-Cieszę się że nic ci nie jest-słowa te wypowiadał z ogromną ulgą, ale nawet nie spojrzał na swoją ukochaną.
Przez chwilę Anastazja zaniemówiła, nie wiedziała o co zapytać. Szukała sposobu by zacząć, lecz on nie pozwolił jej nawet wymyślić odpowiedniego pytania.
-Owszem, należą ci się wyjaśnienia.
Czekała. I tak nie wiedziała co powiedzieć. Uznała że da mu czas na zebranie myśli.
-Powiedź mi-odezwał się po krótkiej chwili- Ile czasu mnie nie widziałaś?
-Jakieś dwa tygodnie...
-A ja Ciebie 20 lat.
Podeszła do niego i groteskowym ruchem zbadała mu temperaturę wierzchem dłoni.
-Chyba masz gorączkę.
-Haha. To jak wyjaśnisz to?-Podrapał się nonszalancko po brodzie-Albo mój wygląd?
Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczyma. Próbowała znaleźć na to jakieś logiczne wyjaśnienie lecz się jej to nie udawało.
-Nie mam wiele czasu. Muszę opowiedzieć w skrócie. Więc proszę, nie przerywaj mi. Zaraz po tym jak zrobiłem ci to, co ci zrobiłem spotkało mnie coś niezwykłego. Okazuje się że istnieją inne wymiary. Wymiary te dzielą się na różnie kategorie i podkategorie, jednak na tłumaczenie tego nie mam czasu. I właśnie trafiłem do innego wymiaru. A tam czas płynie zupełnie inaczej. Dlatego tutaj nie było mnie zaledwie dwa tygodnie, kiedy w rzeczywistości jestem dwadzieścia lat starszy.
Zauważyła że się zmienił, sam jego sposób wypowiedzi uległ drastycznej zmianie.
-Co Ty pleciesz?
-Prosiłem byś mi nie przerywała? Dziękuję. A więc... Prócz tego że przeżyłem w międzyczasie dwadzieścia lat to odkryłem że istnieje magia, i ludzie których możemy nazwać czarodziejami.
-I ty jesteś czarodziejem?-Zapytała z niedowierzaniem.
-Tak. I ty też jesteś, nazwijmy to, magiczna. Posłuchaj. Mag by czarować potrzebuje magicznej energii. A takową czerpie z artefaktów. A ty jesteś takim artefaktem. A konkretnie jesteś ogromnym źródłem magicznej energii. Dlatego ten człowiek cię napadł. Chciał Ci ją ukraść.
-Co za bzdury. Ty naprawdę uderzyłeś się w głowę.
Jej chłopak wyglądał co raz gorzej. Tak jakby mówienie wysysało z niego resztki życia.
-Posłuchaj. Przez te dwadzieścia lat myślałem tylko o tobie. Choć liczyłem że zapomnę. A teraz umieram. Potrzebuję twojej pomocy...
-Bredzisz!
Nim zdążył coś powiedzieć wyszła z sali. Pełna gniewu, strachu i zdziwienia udała się prosto do mieszkania.

Czuła się jakby żal miał zaraz rozerwać jej serce. Jakby miała za chwilę umrzeć. Jednak nie umierała. Ciągle czuła ból. Żal tak działał. Kiedy myślała że jej serce rozpadło się na kawałki, okazywało się że może je jeszcze obrócić w pył. Tapczan w miejscu gdzie leżała jej głowa był mokry. Wyglądał jakby się tak ktoś na niego zsikał. Nie obchodziło jej to. Płakała. Gdyby pragnienie czegoś, mogło by sprawdzić że to się dostanie to jej pragnienie, cofnęło by czas bez problemu.

Po pogrzebie swojego byłego chłopaka zamknęła się w swoim pokoju i nie chciała z nikim rozmawiać. Analizowała jego słowa. Ich ostatnią rozmowę. Bardzo żałowała że uciekła. Myślała że to kolejne jego kłamstwo, jednak on naprawdę umarł. Tak bardzo była ciekawa co jej chciał powiedzieć. Czy faktycznie była tym „źródłem”...
Nagle ogarnęła ją niemoc. Jakaś siła przycisnęła do ściany i unieruchomiła. Dokładnie jak wtedy w parku. Przed jej twarzą zmaterializowała się postać, kobieta o złotych oczach ubrana w zwyczajne dresy. Bez żadnego ostrzeżenia spoliczkowała ją.
-Dlaczego go zabiłaś?!
Nie mogła mówić, a nawet gdyby mogła nie wiedziałaby co powiedzieć. Po chwili Anastazja upadła na podłogę.
-Uratował Ci życie. A Ty pozwoliłaś mu umrzeć, chociaż jako jedyna miałaś moc, by go uratować!
Kobieta emanowała złą aurą, gniewam. Anastazja czuła się jakby stanęła oko w oko z samym diabłem.
-Ja? Ja mogłam go ocalić?
Kobieta obróciła się i spojrzała na nią takim wzrokiem, jakby po raz pierwszy widziała przedstawiciela homo sapiens.
-Ty nic nie wiesz...-Wymamrotała
-O tym że jestem źródłem?
-Wiesz że my czerpiemy moc z artefaktów-mówiąc to pokazała pierścień z kryształem który nosiła na palcu.
-Tak.
-Ale Twój chłopak nie posiadał takiego artefaktu.
-Więc jak mnie uratował?!
Kobieta usiadła. Cała złość opadła z niej w jednej chwili.
-Idiota... Możemy rzucać zaklęcia bez artefaktów. Jednak to zużywa naszą energię życiową. Jeśli zużyjemy jej za dużo, umieramy. Jednak istniała szansa by go uratować. Wystarczyło uzupełnić jego moc.
-Ja mogłam to zrobić?
Kobieta spojrzała na Anastazję. Ale nie musiała nic mówić.

Płakała. Prosiła by móc cofnąć czas. Wystarczyłoby że by mu uwierzyła. Żeby nie wyszła. Wciąż była wściekła na niego za to co zrobił. A on oddał życie za nią. Najgorszym było to, że w głębi duszy czuła, że chciał się dla niej poświęcić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz