Łkała... Czuła jak łzy żłobią
jej twarz wytyczając nowe biegi rzek. Choć teraz jej policzki
wyglądały bardziej niczym przyrzeczna łąka wczesną wiosną. W
głowie szalała burza myśli z której ciężko było wyłowić choć
jedną logiczną całość. Anastazja leżała na tapczanie z
podkulonymi nogami. Oddech łapała z takim trudem, iż wyglądała
jak ryba wyrzucona na brzeg. Próbowała zrozumieć wszystko co
wydarzyło się ostatnimi czasy lecz bezskutecznie. Jedyną jasną i
klarowną wiadomością była ta, że mogła go uratować, bez trudu.
Gdyby jej tylko powiedział...
Na sali szpitalnej leżał młody
chłopak. Był w śpiączce. Dość zadbany. Krótko obcięte włosy,
ogolony. Ale blady, ciężko oddychał. Obok niego czuwała równie
młoda dziewczyna. Atrakcyjna o szczupłej sylwetce, długich
czarnych włosach i brązowych oczach. Anastazja próbowała ułożyć
sobie w głowie to co wydarzyło się dwie niecałe godziny temu.
Choć wie, co widziała, zdrowy rozsądek nie pozwalał jej w to
uwierzyć.
Wracała z pracy. Dziś skończyła ją
późno. Udała się prosto do domu ścieżką którą tak często
chodziła. Zawsze w nocy się jej bała, ponieważ nie była
oświetlona, co sprzyjało pojawianiu się tam typów spad ciemnej
gwiazdy. Jak dotąd miała szczęście. Jednak Dziś spotkała tam
kogoś dziwnego. Dreszcze przechodził ją na wspomnienie tego
człowieka. Miał na sobie czarny płaszcz, czarne włosy, nawet oczy
miał czarne. Zaszedł jej drogę, a kiedy próbowała uciekać jakby
jakaś niewidzialna siła złapała ją i unieruchomiła. Serce
zaczęło walić jej jak młotem. Chciała krzyczeć ale nagle stała
się niema.
-Ciiii. Spokojnie ptaszyno-Głos
napastnika był zimny niczym lód, choć silił się na bycie
przyjaznym.- Muszę tylko coś Ci zabrać i sobie pójdę.
Nagle poczuła że coś jest z niej
wysysane. Coś, czego nie miała świadomości że posiada. Jakby
zabierano jej część ciała o której istnieniu nie miała pojęcia.
Zaczynała słabnąć. Świat ruszył z miejsca i zaczął wirować.
Straciła siły, nie mogła już nawet stawiać oporu, a wszystkie
odgłosy stały się głuche. Niespodziewanie upadła na ziemię.
Siła która ją trzymała zniknęła niczym płomyk dmuchniętej
świecy. Była przekonana że jej oprawca zabrał co chciał, i
zamierzał odejść. Lecz tak naprawdę ktoś go powstrzymał. Przez
ogólne oszołomienie docierały do niej tylko urywki ich rozmowy.
Jej wybawiciela i oprawcy.
-Zejdź mi z oczu
-Zostaw...
-Starczy...
-... Dobrze wiesz że...
Dopiero po chwili skojarzyła skąd zna
ten drugi głos. Głos który zawsze wydawał się jej ciepły i
opiekuńczy. Będący uosobieniem zaufania i bezpieczeństwa. Aż do
czasu...
Z trudem spojrzała w kierunku z
którego dochodziła rozmowa. Lecz ta się już skończyła. Zamiast
tego ujrzała coś co przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Teraz
pamiętała z tego tylko urywki. Jej chłopaka poruszającego się
niczym wiatr. Niebieskie rozbłyski. Czarną mgłę. Słyszała
szczek żelaza niczym w kuźni. Słowa których nie zna i krzyki.
Kilka przekleństw tak charakterystycznych dla jej chłopaka. Nie
potrafiła określić jak długo to trwało. Ale kiedy się skończyło
ten zły zniknął, A jej chłopak leżał nieprzytomny na trawie.
Nie wiedziała co powiedzieć lekarzom,
więc powiedziała że zemdlał. Teraz siedziała i próbowała sobie
przypomnieć szczegóły. Lecz jej starania spełzły na niczym.
Zaczęła ją natomiast zastanawiać inna rzecz. Mianowicie jej
chłopak zmienił się. I to bardzo. Nie widziała go dwa tygodnie
ponieważ się bardzo popsuło między nimi. Jednak człowiek nie
mógł się zmienić tak przez dwa tygodnie. Przede wszystkim schudł.
I to dobre 20 kilo. Twarz z okrągłej stała się wąska i
przystojna. Również brzuch miał całkiem płaski. Choć wcześniej
posiadał dość pokaźny mięsień piwny. Zmienił się również
jego zarost. Choć dwa tygodnie temu jego twarz pokrywał bardzo
rzadki zarost, to teraz stał się on twardy i gęsty. Bez problemu
mógłby zapuścić przystojną brodę. O ile stratę wagi można
wyjaśnić, tym że po rozstaniu się załamał i może przestał
jeść, tak zarost był nie do wytłumaczenia. Ponadto dostrzegła że
na piersi, szyi i za uchem ma stare blizny. Czy to na pewno był jej
chłopak?
Pogładziła go delikatnie po twarzy,
wtedy on otworzył oczy, momentalnie jego mięśnie się napięły, a
wzrok miał niczym polujący zwierz. Nim Anastazja odskoczyła od
niego, on ogarnął wzrokiem całą sale i zrozumiał sytuacje.
-Cieszę się że nic ci nie jest-słowa
te wypowiadał z ogromną ulgą, ale nawet nie spojrzał na swoją
ukochaną.
Przez chwilę Anastazja zaniemówiła,
nie wiedziała o co zapytać. Szukała sposobu by zacząć, lecz on
nie pozwolił jej nawet wymyślić odpowiedniego pytania.
-Owszem, należą ci się wyjaśnienia.
Czekała. I tak nie wiedziała co
powiedzieć. Uznała że da mu czas na zebranie myśli.
-Powiedź mi-odezwał się po krótkiej
chwili- Ile czasu mnie nie widziałaś?
-Jakieś dwa tygodnie...
-A ja Ciebie 20 lat.
Podeszła do niego i groteskowym ruchem
zbadała mu temperaturę wierzchem dłoni.
-Chyba masz gorączkę.
-Haha. To jak wyjaśnisz to?-Podrapał
się nonszalancko po brodzie-Albo mój wygląd?
Patrzyła na niego szeroko otwartymi
oczyma. Próbowała znaleźć na to jakieś logiczne wyjaśnienie
lecz się jej to nie udawało.
-Nie mam wiele czasu. Muszę
opowiedzieć w skrócie. Więc proszę, nie przerywaj mi. Zaraz po
tym jak zrobiłem ci to, co ci zrobiłem spotkało mnie coś
niezwykłego. Okazuje się że istnieją inne wymiary. Wymiary te
dzielą się na różnie kategorie i podkategorie, jednak na
tłumaczenie tego nie mam czasu. I właśnie trafiłem do innego
wymiaru. A tam czas płynie zupełnie inaczej. Dlatego tutaj nie było
mnie zaledwie dwa tygodnie, kiedy w rzeczywistości jestem
dwadzieścia lat starszy.
Zauważyła że się zmienił, sam jego
sposób wypowiedzi uległ drastycznej zmianie.
-Co Ty pleciesz?
-Prosiłem byś mi nie przerywała?
Dziękuję. A więc... Prócz tego że przeżyłem w międzyczasie
dwadzieścia lat to odkryłem że istnieje magia, i ludzie których
możemy nazwać czarodziejami.
-I ty jesteś czarodziejem?-Zapytała z
niedowierzaniem.
-Tak. I ty też jesteś, nazwijmy to,
magiczna. Posłuchaj. Mag by czarować potrzebuje magicznej energii.
A takową czerpie z artefaktów. A ty jesteś takim artefaktem. A
konkretnie jesteś ogromnym źródłem magicznej energii. Dlatego ten
człowiek cię napadł. Chciał Ci ją ukraść.
-Co za bzdury. Ty naprawdę uderzyłeś
się w głowę.
Jej chłopak wyglądał co raz gorzej.
Tak jakby mówienie wysysało z niego resztki życia.
-Posłuchaj. Przez te dwadzieścia lat
myślałem tylko o tobie. Choć liczyłem że zapomnę. A teraz
umieram. Potrzebuję twojej pomocy...
-Bredzisz!
Nim zdążył coś powiedzieć wyszła
z sali. Pełna gniewu, strachu i zdziwienia udała się prosto do
mieszkania.
Czuła się jakby żal miał zaraz
rozerwać jej serce. Jakby miała za chwilę umrzeć. Jednak nie
umierała. Ciągle czuła ból. Żal tak działał. Kiedy myślała
że jej serce rozpadło się na kawałki, okazywało się że może
je jeszcze obrócić w pył. Tapczan w miejscu gdzie leżała jej
głowa był mokry. Wyglądał jakby się tak ktoś na niego zsikał.
Nie obchodziło jej to. Płakała. Gdyby pragnienie czegoś, mogło
by sprawdzić że to się dostanie to jej pragnienie, cofnęło by
czas bez problemu.
Po pogrzebie swojego byłego
chłopaka zamknęła się w swoim pokoju i nie chciała z nikim
rozmawiać. Analizowała jego słowa. Ich ostatnią rozmowę. Bardzo
żałowała że uciekła. Myślała że to kolejne jego kłamstwo,
jednak on naprawdę umarł. Tak bardzo była ciekawa co jej chciał
powiedzieć. Czy faktycznie była tym „źródłem”...
Nagle ogarnęła ją niemoc. Jakaś
siła przycisnęła do ściany i unieruchomiła. Dokładnie jak wtedy
w parku. Przed jej twarzą zmaterializowała się postać, kobieta o
złotych oczach ubrana w zwyczajne dresy. Bez żadnego ostrzeżenia
spoliczkowała ją.
-Dlaczego go zabiłaś?!
Nie mogła mówić, a nawet gdyby mogła
nie wiedziałaby co powiedzieć. Po chwili Anastazja upadła na
podłogę.
-Uratował Ci życie. A Ty pozwoliłaś
mu umrzeć, chociaż jako jedyna miałaś moc, by go uratować!
Kobieta emanowała złą aurą,
gniewam. Anastazja czuła się jakby stanęła oko w oko z samym
diabłem.
-Ja? Ja mogłam go ocalić?
Kobieta obróciła się i spojrzała na
nią takim wzrokiem, jakby po raz pierwszy widziała przedstawiciela
homo sapiens.
-Ty nic nie wiesz...-Wymamrotała
-O tym że jestem źródłem?
-Wiesz że my czerpiemy moc z
artefaktów-mówiąc to pokazała pierścień z kryształem który
nosiła na palcu.
-Tak.
-Ale Twój chłopak nie posiadał
takiego artefaktu.
-Więc jak mnie uratował?!
Kobieta usiadła. Cała złość opadła
z niej w jednej chwili.
-Idiota... Możemy rzucać zaklęcia
bez artefaktów. Jednak to zużywa naszą energię życiową. Jeśli
zużyjemy jej za dużo, umieramy. Jednak istniała szansa by go
uratować. Wystarczyło uzupełnić jego moc.
-Ja mogłam to zrobić?
Kobieta spojrzała na Anastazję. Ale
nie musiała nic mówić.
Płakała. Prosiła by móc cofnąć
czas. Wystarczyłoby że by mu uwierzyła. Żeby nie wyszła. Wciąż
była wściekła na niego za to co zrobił. A on oddał życie za
nią. Najgorszym było to, że w głębi duszy czuła, że chciał
się dla niej poświęcić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz