czwartek, 5 grudnia 2019

Zbędna Obietnica (krótkie opowiadnie)

Dla Alicji był to kolejny zwykły wieczór. Właśnie wracała z zakupów do domu. Obiecała swojemu chłopakowi że przygotuje kolację. Choć była z nim już od dwóch miesięcy etap przysłowiowych motyli w brzuchu jeszcze nie minął, a ona cieszyła się jak nastolatka na myśl o spotkaniu z nim. Ulica była podejrzanie pusta jak na tą porę. Był grudzień i choć było już ciemno to godzina była młoda. Przeszedł ją dreszcz na myśl że coś jest nie tak. Poprawiła spadające okulary na nosi i szybki krokiem ruszyła w stronę mieszkania. Wtedy zza rogu ktoś wyszedł i była to jedyna osoba w zasięgu wzroku. Alicja zaczęła odczuwać irracjonalny lęk który próbowała zduście w sobie. Serce zaczęło jej bić niczym dzwon kiedy poznała mężczyznę w długi nieuporządkowanych czarnych włosach i bladą cerą.
-Witaj
Z początku nie wiedziała co ma zrobić. Myśli pędziły w jej głowie niczym stado spanikowanych koni. Znała tego człowieka. Kiedyś bardzo mu ufała. A teraz choć nie wiedziała czemu, czuła że musi uciekać. Gdyby miała powiedzieć jak wygląda zło, to tak by je opisała.
-Cześć-powiedziała drżącym głosem.
-Kopę lat...
Jej były chłopak nawet nie mrugał. Wyraz jego twarzy był niezmienny, niczym odlany z brązu. „Czy to jest mina człowieka który spotyka miłość swojego życia?”
-Owszem. Co u ciebie słychać.
-Jak widzisz, nie jest dobrze.
Dopiero teraz zauważyła że jej ex bardzo schudł. Twarz która niegdyś była okrągła i wesoła, teraz straszyła kościami. Sama sobie się dziwiła że go poznała.
-Fakt, bardzo się zmieniłeś...
Jedyne co się nie zmieniło to ubrania. Miał na sobie bluzę którą kupiła mu na urodziny. Kiedy byli razem koszula była idealnie dopasowana do jego postury, a teraz zwisała jak ze stracha na wróble.
-Ty za to wyglądasz równie pięknie jak wtedy gdy widziałem cię po raz ostatni-Mówiąc to jego twarz nawet nie drgnęła, jedyny ruch jaki dało się zauważyć to ruch ust.
Zapanowała niezręczna cisza. Alicja zamierzała już się pożegnać i uciekać do domu kiedy w końcu się odezwał.
-Zapraszam do mnie.
Alicję zamurowało. Wszytko mówiło jej że powinna uciekać. Choć nie wiedziała dlaczego.
-Wiesz... Ja...
-To prośba. Chcę cię o coś prosić.
Kolejne myśli przemykały przez głowę dziewczyny. Jak śmie mieć jakąś prośbę po tym co jej zrobił...
-Choć
Poszła za nim. Sama nie wiedziała czemu. Może po prostu jest ciekawa o co chce ją poprosić.

Poszli do bloku który znajdował się niedaleko miejsca ich spotkania. Winda była nieczynna, na szczęście mieszał na trzecim piętrze. Gdy doszli do mieszkania otworzył przed nią drzwi i wpuścił ją do środka.
-Nie zamykasz drzwi?
-Nie. Tu i tak nie ma czego kraść.
Faktycznie. Mieszkanie miało wielkość małego pomieszczenia gospodarczego. Niczym sam pokój bez korytarza. W którym nie było żadnych innych drzwi prócz wejściowych przez które weszła. Na środku stała mała ława zawalona pustymi opakowaniami po zupkach chińskich. Jedno krzesło na którym piętrzyła się góra ubrań, i materac zajmujący honorowe miejsce pod ścianą. Panika Alicji osiągnęła stadium krytyczne. „Chcę mnie zabić? To zemsta? Co się dzieje do cholery?!”
-Ty tak mieszkasz?!
-Owszem-odpowiedział z dalej tą samą kamienną twarzą nie zdradzającą absolutnie żadnej emocji.
-To nie możliwe? A co z kuchnią? Lodówką? Komputerem? Przecież uwielbiałeś grać na komputerze- Z wysiłkiem starała się by jej głos nie brzmiał histerycznie.
-Masz rację. Lubiłem.
Nie bez wysiłku zrzucił ubrania z krzesła po czym nastąpił u niego napad kaszlu. Gdy się skończył wskazał jej krzesło a sam usiadł na materacu.
-Co się stało?
-Jestem chory.
-Na co jesteś chory?
-Tego żaden lekarz nie potrafi wyjaśnić. Choć robiono mi setki badań. Mój organizm słabnie. Sam z siebie. Choć nie znaleziono u mnie żadnej choroby: raka, pasożyta, guza, wirusa. Nic.
-Kiedy to się zaczęło?
-Zgadnij.
-Po naszym rozstaniu?
-Owszem.
-Ale dlaczego tak mieszkasz?
-To proste. Bo umarłem. Po naszym rozstaniu powoli umierałem aż umarłem do reszty. Choć żyję. Zaspokajam tylko swoje podstawowe potrzeby życiowe. Jem choć nie czuję smaku żadnych potraw.
Piję choć wszystko smakuje jak woda. Śpię choć nigdy nie pamiętam snów, albo ich nie mam.
-Przecież to nie możliwe
-A jednak. Choć nie da się tego stwierdzić naukowo to wiem co mi jest-napad kaszlu zmusił go do przerwy. Kiedy uspokoił oddech kontynuował- Kiedy mnie zostawiłaś, po tym kiedy zrobiłem ci „to” Umarło we mnie całe dobro. Ludzie zaczęli się mnie bać, choć nikt nie potrafił powiedzieć co ze mną jest nie tak. Wszystko przestało mi sprawiać przyjemność. Gry, muzyka, filmy, wszystko. Nawet alkohol smakował jak woda. I nie ważne ile bym go nie wypił, nigdy się nie upiłem.
Patrzyła na niego przez chwilę z niedowierzaniem. Chciałabym móc pomyśleć że to żart, zemsta albo próba wzbudzenia poczucia winy. Ale faktycznie. Bała się go choć nie wiedziała czemu. Emanował jakąś mroczą aurą. A jego twarz nawet na moment nie zmieniła wyrazu. Nawet nie mrugał.
-Mogę ci jakoś pomóc- spytała pełna obaw że właśnie po to ją tu zaprosił.
-Owszem. Ty i tylko ty.
-Jak?
-Pamiętasz co kazałaś mi obiecać kiedy się rozstawaliśmy?
-Że masz zniknąć z mojego życia na zawsze?
-Owszem, ale była też druga obietnica.
-Kazałam ci obiecać że nie zrobisz nic głupiego. Że się nie zabijesz...
-Chcę byś zwolniła mnie z tej obietnicy.
-Chyba żartujesz?!
-Mówię poważnie. Ja i tak umarłem, nie czuję nic, nawet bólu.
-Mam dość tej rozmowy! Chcę już iść, rób co chcesz ale mnie wypuść!
-Powiedź „zwalniam cię z obietnicy”
-Zwalniam Cię z obietnicy
Wtedy coś się zmieniło. Aura która go otaczała zniknęła momentalnie. Strach prysnął niczym bańka mydlana. Spojrzała na niego i zobaczyła twarz chłopaka którą pamiętała. Minę która była mieszanką szczęścia, ulgi, żalu i bólu. Zobaczyła łzę ściekającą po jego policzku.
Powiedział tylko jedno słowo.
-Dziękuję
I upadł niczym lalka której ktoś nagle odciął sznureczki. Zerwała się z krzesła do niego. Zaczęła rozpaczliwie sprawdzać puls i oddech, lecz nic nie wyczuwała.
Z jego mieszkania wybiegła zapłakana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz