Poznali się w szkole, od tak po prostu
normalny początek bez żadnych wyjątków
on chciał przeprosić, ona posłuchać
nie musiał przepraszać, chciał się narzucać
chciał ją poznać, przyznał, nic więcej
lecz nim się obudził ta skradła mu serce
on nie był jej dłużny, coś w nim było
rozpali razem co słabo się tliło.
pierwsze spotkanie, drugie i trzecie
pierwsze całusy a potem następne,
można powiedzieć że się uczyli
razem, i to w tym lubi.
Było zwyczajnie, ale nie dla nich
tego świata nie oddali by za nic
nie chcieli się ranić, chcieli budować
dlatego co rusz zaczynali od nowa...
Mieli to swoje własne miejsce,
gdzie razem chodzili za ręce
mieli też kilka wspólnych sekretów
trochę błahostek bez żadnych konkretów
toczyli też wojny, mieli wspólne rany
lecz ciągle mówili "przecież wygramy"
sęk był w tym taki, nie mówili nikomu
że przecież to w sobie mieli wrogów...
zbudowali już więź niczym diament
ten diament złączył ich serca na amen
tym większy smutek gdy go palili
gdy zrozumieli że ze sobą skończyli...
On się nie zmieniał, choć bardzo chciała
Ona zaś zmieniona i taka została
czyja to wina? Pewno obojga
bo do miłości nie trzeba trojga.
Więź ciągle jest i on to rozumie
choć nie wie co ona tak naprawdę czuje,
I nigdy się już nie dowie
bo w swoje strony ruszyli oboje
i każde już kuje nowe miłości
byle by w jak największej wzajemności
To cenna lekcja, nie poszła w las
bo każde z nich pamięta ten czas...
Ma Pan racje Panie Poeto ;) to taka więz co pomiędzy Sasuke a Itachim.. wiesz co mam na myśli ... :P Piękny wiersz, bardzo wzruszył mnie :)
OdpowiedzUsuńPonure życie nauczyło mnie że bardzo często mam racje... Niestety najczęściej wtedy kiedy jej mieć nie chcę.... A poeta jak dobrze wiesz, ze mnie żaden. I nie dziwne że Cię wzruszył. W końcu to cholernie wzruszające jest. :D
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń